„Don't you forget about me” (OPOWIADANIE) cz. 1

 Witam,

Pewnie wielu z Was, próbowało swoich sił w pisaniu. Może była to poezja, opowiadania, publicystyka, a może jakiś poradnik, lub jeszcze coś innego. Na pewno wiele z tychże prób znalazło czytelników, ale były bez wątpienia takie, które trafiły do tzw. szuflady. Powody mogły być różne — obawa co do wartości takiego dzieła, nieśmiałość, niewiara we własne siły i talent, itp. itd.

Sam przyznam, że również co nieco pisałem i piszę. Fakt, częściej była to publicystyka, w tym czuję się najlepiej, ale dzisiaj chciałbym przedstawić Wam, coś bardziej literackiego.

Będzie to pierwsza część, zawierająca dwa fragmenty opowiadania „Don't you forget about me”. Do jakiego gatunku go zaliczyć? Sam nie wiem — będą w nim elementy obyczajowe, przygodowe, horror a chciałby także, byście poczuli weird fiction... a może coś jeszcze...

Zapraszam do lektury, bo mój „Mistrz” Stephen King mottem jednego z opowiadań, uczynił zdanie „Ważna jest opowieść, nie opowiadający”. Cieszcie się więc słowem, pamiętajcie, że nic nie jest takie, jak na pierwszy rzut oka się wydaje... 

PS Wszelkie błędy i nieścisłości z tekstu biorę na siebie.

 

Fot. Pixabay



„Don't you forget about me”


1.

Przez chwilę Howard nie wiedział, co się dzieje, serce waliło mu jak młot, skórę pokrywały krople potu a co najgorsze, nie mógł złapać tchu. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że znajduje się w sypialni, żaluzje są szczelnie zasłonięte, a czerwone cyfry budzika wskazują 6:13. Strona łóżka, którą zwykle zajmowała Shirley, była pusta, to wywołało w nim kolejną falę niepokoju. Na dodatek nie mógł sobie przypomnieć, jaki jest dzień tygodnia.

Kochanie, co się dzieje? Krzyczałeś przez sen, jesteś cały blady i dosłownie ociekasz potem. Shirley wyrzucała z siebie sowa z prędkością karabinu maszynowego.

Miałeś koszmary? To zupełnie do ciebie nie podobne, przeważnie to ja budzę się z krzykiem i płaczem, a ty musisz zapanować nad awaryjną sytuacją, kontynuowała kobieta.

Przepraszam Shirley, to zupełnie do mnie nie podobne, ale miałem tak okropny i realistyczny sen, że nie bardzo wiem, co się wokół mnie dzieje. Daj mi chwilę na dojście do siebie, serce dalej bije mi jak szalone. Jaki w ogóle mamy dzisiaj dzień? I dlaczego jesteś już na nogach, twoja agencja zaczyna przecież pracę dopiero o 9.

Widzę, że kogoś czeka ciężki poranek, roześmiała się żona Howarda. Dzisiaj jest sobota głuptasie, więc agencja jest nieczynna, poza tym, mieliśmy przecież po południu odwiedzić moich rodziców, chyba nie zapomniałeś? – zapytała z wyrzutem.

Widząc dziwny wyraz twarzy Howarda oraz jego nieprzytomny wzrok, odpowiedziała sobie:

Chyba jednak zapomniałeś…

Ja właściwie wstałam też kilka chwil temu, postanowiłam, że zrobię sobie, krótką przebieżkę, pogoda jest wyśmienita, ale do tego trzeba wyjrzeć przez okno — śpiochu. Właśnie ubierałam legginsy, gdy usłyszałam, że krzyczysz, więc zaraz przybiegłam, by uratować mojego księcia – próbowała obrócić całą sytuację w żart.

Wobec tego dość tych porannych pogaduszek, ja spróbuję jeszcze na chwilkę się kimnąć, a ty, troszkę potruchtaj, chociaż i tak nie mogę zrozumieć, co widzisz w tym bieganiu — powiedział Howard.

A ja myślę, że przede mną jeszcze tyle życia, że i tak przekonam cię kiedyś, że też powinieneś spróbować. Przynajmniej miałaby kompana…

Shirley, wstała i wyszła, Howard został zaś sam ze swoimi myślami, które nie dawały mu spokoju.

Po kilku minutach do sypialni wróciła jego żona. Miała na sobie strój, w którym często biegała (chociaż wersji kolorystycznych miała znacznie więcej, ale tę lubiła najbardziej), fioletowe legginsy i czerwony T-shirt z napisem „Keep on running”. Na głowę założyła limonkową bejsbolówkę z czarnym logo Nike’a, a blond włosy spięte w kucyk przełożyła przez jej zapięcie.

A co to w ogóle był za sen, bo chyba nieźle cię przeczołgał — zapytała.

Właściwie to już nie pamiętam — skłamał bez mrugnięcia okiem mężczyzna.

Gdy tylko usłyszał dźwięk przekręcanego klucza, szybko wstał i zaczął się ubierać.


2.

Z zamyślenia wyrwał go wściekły ryk klaksonu, a na dobrą sprawę potężnej fanfary, jakie montowane są w ciężarówkach. Howard zdał sobie sprawę, że zjechał ze swojego pasa i znajduje się na przeciwnym, którym jechał ogromny Kenworth, wyładowany po brzegi wielkimi belami drewna. Kierowca migał mu światłami i trąbił. Howard szarpnął kierownicą w prawo, oczami wyobraźni widząc, jak wbija się w przód ciężarówki. Chociaż jego Dodge RAM nie należał do małych aut, a na mieście większość kierowców w zwykłych osobówka mogła czuć przed nim respekt, to w starciu z kilkudziesięciotonową ciężarówką nie miałby praktycznie żadnych szans. Od śmierci dzieliły go tym razem centymetry, bo skończyło się na urwanym lusterku od strony kierowcy.

Po przejechaniu jeszcze parudziesięciu metrów Howard ostrożnie zjechał na pobocze, które akurat przy tej drodze było fatalne. Nie dość, że było prawie zupełnie nieutwardzone, to zupełnie rozmokło Nie było to dziwne, przy tak intensywnych opadach deszczu, woda nie miała już gdzie wsiąkać, i poboczem płynęły małe strumyki. Duże terenowe opony RAM-a osiadły w nich do połowy.

Wojciech Śliwa  ©


Fot. Pixabay

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W tegoroczne wakacje ruszaj po zdrowie!

Robert McCammon ,,Bagno" - polecajka na nowy miesiąc! [RECENZJA]

Wakacje 2025 czas zacząć! Spędź je aktywnie i bezpiecznie!